Święta Faustyna przychodziła do mnie

siostra Faustyna

“Im więcej kto opuszczony z tym większą miłością służyć mu trzeba, bo samego Pana Jezusa w osobie tego ubogiego ratujemy.”

Św. Brat Albert

Święta Faustyna przychodziła do mnie

Sylvano Toso, Włoch, który wiele lat mieszkał w Australii, gdzie pracował jako międzynarodowy konsultant biznesowy. Obecnie jest na emeryturze, z żoną mieszka w Weronie i cieszy się wnukami. Jest gorliwym apostołem Bożego Miłosierdzia.

Co Pana sprowadziło do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach?

Było moim wielkim marzeniem, aby przyjechać tutaj, gdzie spędziła tak ważny czas w swoim życiu i gdzie umarła św. Faustyna. Kiedyś jej w ogóle nie znałem, ale ona zaczęła do mnie przychodzić i przez to doświadczenie przeżyłem bardzo mocne nawrócenie. Bóg okazał mi wielką łaskę, bo byłem bardzo daleko od Niego. Dzięki św. Faustynie jestem nowym człowiekiem. Musiałem więc przyjechać tutaj, żeby zobaczyć to miejsce, gdzie żyła i zmarła. I czuję, że ona ciągle tutaj jest! Obecnie mieszkam we Włoszech, w Weronie, ale w sercu czuję, że przecież tutaj – w Sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach – jest mój dom! Minęło już 11 lat, kiedy św. Faustyna po raz pierwszy przyszła do mnie w Australii i sprawiła, że całkowicie zmieniło się moje życie.

Jak to uczyniła?

Kiedyś wcale jej nie znałem. Mieszkałem wówczas w Australii, gdy pewnej nocy po raz pierwszy przyszła do mnie. Było to w listopadzie, w piątek o godzinie drugiej w nocy. Wtedy nie mogłem spać, bo cały czas chodziła mi po głowie jakaś nieznana melodia i starałem się, by sobie przypomnieć, co to za melodia, z jakiej pieśni… I nagle zobaczyłem, że w moim pokoju jest jakaś siostra zakonna i przepięknie śpiewa właśnie tę pieśń: Kyrie eleison, co znaczy: Panie, zmiłuj się. Towarzyszył jej jakiś chór, którego jednak go nie widziałem. Bardzo mnie to zdziwiło, ale ponieważ była noc, zasnąłem. Rano byłem ciekawy, czy znajdę gdzieś nutki do tej pieśni. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nuty tej pieśni: Kyrie eleison, którą wyśpiewała ta zakonnica, a potem zniknęła, leżały na biurku. Nic z tego nie rozumiałem. Po kilku miesiącach trafiłem na książkę: „Mercy my mission. Life of Sister Faustina H. Kowalska” i wówczas rozpoznałam tę siostrę, która do mnie przyszła w nocy, że to była św. Faustyna! Zobaczyłam jej zdjęcie w tej książce, więc ją kupiłem i zacząłem czytać.

Święta Faustyna zaczęła nadal do mnie fizycznie przychodzić, rozmawiać ze mną, a ja nie wiedziałem, jak to się dzieje, bo przecież byłem świadomy, że ona już umarła. Napisałem więc list do autorki tej książki (Sofia Michalenko) i przez to znalazłem też swojego ojca duchowego (ks. Serafina Michalenko), który mnie prowadził cały ten czas, a ja mu wszystko mówiłem, co się działo ze mną.

Faustyna mnie przyprowadziła do Jezusa, bo byłem bardzo wielkim grzesznikiem. Pewnego razu zabrała mnie do Ogrodu Oliwnego (Getsemani) i do ciemnicy – więzienia, w którym był Jezus. Widziałem, jak bardzo cierpiał za moje grzechy. Bardzo płakałem i prosiłem o przebaczenie. Po długich latach poszedłem do spowiedzi. Kiedy się wyspowiadałem i opowiedziałem o tym wszystkim, usłyszałem z ust kapłana: Już nic nie mów, udzielam ci absolucji ze wszystkich twoich grzechów. A ja płakałem i płakałem. Czułem się jak małe dziecko, tak bardzo byłem szczęśliwy.

Po tej spowiedzi Siostra Faustyna dalej przychodziła do mnie i uczyła mnie, co to znaczy kochać Jezusa i dlaczego On zasługuje na moją miłość. Tłumaczyła mi, że Jezus mnie kocha i pragnie mnie na całą wieczność, a ja mam być teraz dobry, ale nie dlatego, że się boję piekła albo żeby zasłużyć sobie na niebo. Nie. Mam być dobry dlatego, bo ja też kocham Jezusa, który mnie pierwszy ukochał jako grzesznika. Ja ciągle jestem grzesznikiem, ale mówię Jezusowi, że go chcę kochać i być dobry ze względu na Niego. Faustyna była bardzo szczęśliwa, kiedy powróciłem do Boga, i powiedziała do Jezusa: Widzisz, Silvano wrócił do Ciebie! To było moje ostatnie spotkanie z Siostrą Faustyną. Kiedy do mnie przychodziła, zawsze była radosna i uśmiechnięta, bardzo delikatna, napełniona miłością Bożą.

Jaki wpływ na dalsze Pana życie miały te niezwykłe spotkania ze Świętą?

Zacząłem szukać ludzi, którzy mają podobne doświadczenie. Pytałem Jezusa, co mam zrobić z tym, co mi daje poznać o swojej miłości i miłosierdziu. I pamiętam moment, kiedy o to pytałem Jezusa w kościele. Byłem wtedy jeszcze w Australii. Bardzo prosiłem Go, aby mi powiedział, co mam czynić. Wtedy jednak nic nie usłyszałem, ale kiedy wychodziłem z kościoła, zobaczyłem tam ulotkę, na której było napisane: Bądź apostołem Bożego Miłosierdzia! Te słowa mocno dotknęły mojego serca, gdyż wiedziałem, że to jest odpowiedź Jezusa. Bardzo dziękowałem Mu i chociaż nie wiedziałam, co to znaczy, powiedziałem: Okej, będę apostołem Bożego Miłosierdzia. Bardzo chciałem się dowiedzieć, jak to czynić, i zapytałem księdza: jak mogę zostać apostołem Bożego Miłosierdzia? Ów kapłan powiedział mi, żebym się włączył do wspólnoty Bożego Miłosierdzia (Cenacolo), która jest w mojej parafii. Więc poszedłem do tej wspólnoty i bardzo się ucieszyłam bo w każdy poniedziałek były spotkania, podczas których czytaliśmy „Dzienniczek” św. Faustyny. Dużo rozmawialiśmy o niej i po pewnym czasie ludzie z tej wspólnoty powiedzieli mi: Ty się zwracasz do Faustyny i mówisz o niej jakbyś ją znał… Kiedy powiedziałem, że ją naprawdę znam i rozmawiam z nią. Wówczas prosili, żebym więcej już nie mówił…

Po dwóch latach w tym samym mieście z jedną panią założyliśmy drugą wspólnotę apostołów Bożego Miłosierdzia. Potem wyjechałem do Włoch. W moim mieście, Weronie, orędzie o Bożym miłosierdziu jest mało znane. Niewiele ludzi wie o święcie Miłosierdzia Bożego, więc bardzo się staram w różnych parafiach rozpowszechniać to orędzie i zachęcać szczególnie kapłanów, żeby obchodzono święto Bożego Miłosierdzia. Na razie widzę owoce w mojej parafii, w której w tym roku po raz pierwszy było obchodzone święto Bożego Miłosierdzia. Jednak nie wszystkie parafie, które odwiedziłem, przyjmują to orędzie Miłosierdzia, więc bardzo tutaj proszę Siostrę Faustynę o pomoc.

Co chciałby Pan jeszcze powiedzieć naszym Czytelnikom?

Jestem przekonany, że przez Faustynę dał nam Jezus nie tylko nowe nabożeństwo, ale misję, powołanie, zaproszenie do tego, by z Nim uczestniczyć w dziele zbawienia. Chociażby przez odmawianie modlitwy Koronki do Miłosierdzia Bożego, przez którą zawsze możemy uratować jakąś duszę na wieczność. Jak ta modlitwa jest ważna, gdy ofiarujemy ją za konających, tego również mnie nauczyła Siostra Faustyna. Modliłem się wiele razy za ludzi, którzy już skonali, i widziałem, że Jezus udzielił im łaski zbawienia, bo On jest Bogiem, wszystko wie i żyje poza czasem, a pragnie zbawienia każdego człowieka. Tutaj, przy grobie św. Faustyny, zostałem umocniony i pragnę się dzielić tym, co dla mnie uczynił Bóg, i zachęcić wszystkich ludzi do ufności, bo Jezus tak bardzo nas kocha!

Za spotkanie i rozmowę dziękuje
s. M. Faustia Szabova ZMBM

Zobacz również…

Adres siedziby:

ul. Piłsudskiego  1
42-310 Żarki

NIP: 5771975050
Regon: 242925609
KRS: 0000419808

Chcesz nas wesprzeć finansowo?

Każda złotówka może mieć wartość miliona.

Bank PKO BP :
PL 18 1020 2498 0000 8002 0490 5487
KOD SWIFT (przelewy zagraniczne) – BPKOPLPW

0
    Twój koszyk
    Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu